Ballada o kolce



Tym razem coś na luzie. Niby tylko literacka twórczość, a jednak oparta na badaniach.

 

Ballada o kolce, czyli jak osiągnąć spokój dorsza.

 

Droga Mamo, drogi Tato,

To ja, kolka, co Ty na to?

Opętało Twe maleństwo

Straszne wręcz nieposłuszeństwo.

Zamiast grzecznie leżeć w łóżku,

Ciągle drzesz się, mój maluszku.

Płacze, krzyczy, się napina

Niespokojna ta dziecina.

A rodzice ledwo sapią,

Na nos padną, wnerw złapią.

Co tu robić? Rwą włos z głowy.

Każdy pomysł ma gotowy.

Babcia, ciocia i sąsiadka

Wie, jak udobruchać kwiatka.

Pędem, szybko do doktora,

Bo dziecina pewnie chora.

Alergije i refluksy,

Laktoinne banialuksy.

Wymyślone, wyguglane,

W miękki mózg rodzica wlane.

Moi Państwo, moi drodzy,

Wiedza dziś Was oswobodzi

Aktualna i najnowsza.

Osiągniecie spokój dorsza.

Zbadaj dziecko u lekarza.

Nikt opinii nie podważa.

Zważcie, rozwój ocenicie.

Obserwujcie należycie.

W domu zaś notujcie szczerze,

Ile płacze, kiedy leży,

Kiedy śpi i kiedy ssie.

Dane te przydadzą się.

 

Kolka to jest częsta rzecz,

Wręcz powszechna, można rzec.

Do 40 % dzieci

Ciągle płacze, tak to leci

Przez pięć pierwszych miesięcy.

A udręki jeszcze więcej.

Minie samo, samo przejdzie.

Niechaj tylko wyżej wejdzie

W rozwojowej swej drabinie

Maluch. Wszystko minie.

 

Myślisz: „Trudne dziecko, trudno.

Musi być mi źle i smutno.”

Jesteś bardzo przemęczona,

Sfrustrowana, zmiętolona.

Brak pomocy, snu i życia

Doprowadza do zużycia

U rodzica materiału.

W smutek staczasz się pomału.

 

Proszę, nie myśl, że jest trudne.

Lecz chwilowo ciut marudne.

Relacji na życie całe

Niech nie niszczą płacze małe.

 

Pielęgnację opanujcie,

Na misiakach potrenujcie.

Prawidłowe przewijane,

Ubieranie i kąpanie.

Noście w pozycji fasolki.

Może odejdą te wstrętne kolki.

Żadne krople, kropeleczki,

Syropeczki, tableteczki,

Mleczka i herbatki nowe,

Inne cuda wręcz ziołowe

Nie pomogą Wam, uwierzcie.

Nie szukajcie aptek w mieście.

Tak to piszą dziś uczeni,

Że to w kolkach nic nie zmieni.

Po co tracić ciężkie grosze,

A tam, konserwanty, proszę,

Aromaty i słodziki,

Kwaski oraz inne myki.

Jak to można dziecku dać?

Lepiej zjedz pietruchy nać.

 

Jesteś zły i nie masz siły.

To normalne, matki były

Takie właśnie sto lat temu,

Właśnie dzięki dziecku swemu,

Prześlicznemu, kochanemu.

Drzącemu się, dorodnemu.

Dziecko wyło, ciągle płacze.

Zaraz Ci to wytłumaczę,

Że potrzebna jest ci pomoc!

Niech się skończy ta płaczko-noc.

Trzecia, czwarta para rąk,

Niech tam wpadnie mały bąk.

Ciocia, babcia, siostra, niania,

Siła warta spróbowania.

Niechaj noszą, popilnują,

Ciut opieki posprawują.

A Ty, siup, do wyra leć,

Na zakupy, tam gdzie dzieć,

Zasięg straci, rezon spadnie.

Regeneruj się przykładnie!

Bo od wieków znane było,

W domu wiele osób żyło

Razem, a rodzina cała

Z pokoleń się składała.

Jak pokoleń było więcej,

To i ręce, serce, ręce!

Do tulenia, do noszenia,

Łatwo było do proszenia.

Dziś rodzina nuklearna,

Mąż i żona, rozpacz czarna.

Gdy sam ojciec, no i matka

Pod opieką mają kwiatka,

choć fest zorganizowani,

do dzidziusia trzeba niani.

Choć na chwilkę, minuteczkę,

Wyskocz, stary, na kaweczkę!

To osoba dodatkowa

Umysłu spokój uchowa.

Szukaj, proś, płać i popytaj!

Nie bądź znów taki banita.

Nie bądź słynną Matką Polką!

A idź precz, Ty wstrętna kolko!

 

Znasz pojęcie „biały szum”?

Mówi o nim cały tłum.

Wielki biznes to jest już.

Wiesz, że niezdrowy, a nuż?

Na jutubie ciągle szumią,

Bo to jedno tylko umią.

Różnorakie suszareczki,

Razem z nimi – reklameczki,

Dają nam spokoju szum.

Ale w mamy brzuchu bum,

Plask, szust, różne dźwięki

Wchodzą mamie pod sukienki.

Głośne, ciche, jakie chcesz.

Nie elektroniczny szmelc.

Może mały już nie ryczy,

Bo się boi, lęka, milczy

Lub ze strachu, lub z paniki

Przed dźwiękiem elektroniki.

A produkcja ruszyła już.

Misiów, ptaków, białych kóz.

Jak to bywa, cuda nowe,

Niezbadane, a gotowe.

Naukowe doniesienia

Mówią, szum nie do zniesienia

Może szkodzić wręcz na słuch.

I na rozwój mówy, uh!

Więc uważaj na te sprzęty!

Nie szum nimi jak najęty!

Rozwój dziecka to wielki skarb,

A kres kolki szumu niewart.

 

Moi rodzice kolkowi!

Nie łamcie się, bądźcie zdrowi!

Ptyś cudowny jest i błogi,

Lecz czasami ciut kolkowy.

Noście bobo, przytulajcie,

W chustę chustozawijajcie.

Szumcię buzią swą, ustami.

Niech najada się piersiami.

Ograniczcie hałas, bodźce.

Aby dziecku były nieobce

Cisza, spokój oraz mrok.

Zaraz zaśnie mały smok.

 

Dziecku dobro i cierpliwość,

Potrzebne są, no i miłość.

Otóż, pamiętajcie, że

Wam, rodzicom drogim, też!

 

A Wy, jak radziliście sobie z kolkami? Podzielcie się sposobami!

Źródło: Żywienie i leczenie żywieniowe dzieci i młodzieży, pod redakcją prof. Hanny Szajewskiej, Medycyna Praktyczna, 2017

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.